FANDOM


Rozdzial I

Wysoki, humanoidalny żółw w prostokątnych okularach pochylał się nad probówką z zielonawym płynem. Ciecz bulgotała, choć nie była gorąca. Gad zapisał coś na kartce.

- Arrana? Mogłabyś? - poprosił swoją współpracownicę.

Dziewczyna o ciemnych, falowanych włosach i palcach spiętych błoną pławną wlała do probówki inny płyn o podobnej barwie, jednak znacznie większej gęstości. Mieszanina zmieniła kolor na czerwony w odcieniu dziąseł, a po kilku sekundach spieniła się błyskawicznie i wylała z probówki.

- Kolejna porażka. W życiu nie znajdziemy antidotum na ten cały jad! - zniechęciła się dziewczyna.

- Spokojnie - uspokoił ją żółw. - Jad jest skomplikowany i niestabilny, cały czas się mutuje. Potrzebujemy czasu na stworzenie surowicy. Jestem pewien, ze w końcu nam się uda.

- Jesteś zbyt optymistyczny, Donatello. To jest zbyt trudne, nawet dla ciebie. Musimy się po prostu poddać i jedynie skracać cierpienie tych osób...

- Arrana, nie! Nie pozwolę im wszystkim tak umierać. To nie humanistyczne, nie powinniśmy tak robić.

- Doktorze, to nie są te czasy, w których dorastałeś. Teraz nie można ratować ludzi za wszelka cenę, jeśli to się nie opłaca.

- Chciałaś powiedzieć: mutantów - poprawił ją naukowiec.

- Tak. Mutantów.

Do pomieszczenia, w którym pracowało pięciu naukowców, wraz z żółwiem i dziewczyną, wszedł ubrany w strój żołnierski ptak o ludzkich kształtach. Miał surowe spojrzenie i poważną minę, zbyt poważną na tak młodego osobnika. Zasalutował.

- Doktorze! Znaleźliśmy stado mutantów klasy dwa XZ, ale nie zdołaliśmy ich pojmać. Mamy wysłać przygotowany oddział?

- Jak daleko stad je znaleźliscie?

- Jakieś 20 kilometrów.

- Zostawcie je w spokoju, ale obserwujcie. W razie jakiegoś niepokojącego zachowania poinformujcie główne dowodzenie.

- Tak jest!

Donatello wyszedł z pokoju i skierował się do pomieszczeń sypialnianych. Sam z nich prawie nigdy nie korzystał, sypiał w salach do prowadzenia badań, ale lubił tam przychodzić ze względu na brata. To był jedyny członek dawnej rodziny, który mu został. Po drodze zajrzał jeszcze do pokoi przeznaczonych dla mutantów, które muszą albo wolą przebywać w wodzie. Jego córka własnie urządzała tam spotkanie miłosników trytonów. Oczywiście.

Gdy dotarł do sypialni swojego brata, zawahał się. Ostatnie wydarzenia mocno napięły stosunki miedzy nimi i bał się z nim rozmawiać. W końcu jednak zdecydował się otworzyć drzwi.

W środku pachniało pizzą, ale to był tylko aromat. Tej potrawy nie można było nigdzie dostać ani zrobić od jakichś 5 lat. Ich żołądki tak się odzwyczaiły, że zapach nie pobudzał głodu. Wiele przedmiotów w pokoju było nie poukładanych albo tarzały się po podłodze bez celu. Ubrania, choć nie było ich wiele, zajmowały cale krzesło. Blat biurka był skryty pod stertą papierów zawierających projekty różnych budynków i maszyn. Otwarta szafa eksponowała dwa stroje - wojskowy i naukowy, pozwalający wchodzić do części zamieszkałej przez radioaktywne mutanty. Na łóżku nie było pościeli ani poduszki, zamiast tego leżał na nim chudy, niski żółw o humanoidalnych kształtach i skórze koloru lekko wyschniętej trawy. Czytał książkę "W pustyni i w puszczy" i nie raczył nawet spojrzeć na swojego gościa.

- Mikey? Jak się czujesz? - spytał Donatello. Stał tuż za progiem, nie chcąc naruszyć bałaganu brata.

- Ujdzie. Choć nie wiem, jak mam się czuć po tym, jak prawie rozpłatano mi głowę na trzy! - żółw wyraźnie miał za złe, że omal go nie zabito.

- To był wypadek! - zaczął bronić się naukowiec. - Wiesz, że nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy.

- W tych czasach wszystko jest możliwe - skwitował gospodarz.

Zrezygnowany okularnik wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Cały czas obwiniał się w duchu za to wydarzenie, ale lata ostrej pracy nauczyły go nie obarczać innych swoimi emocjami. Tylko jego syn umiał dostrzec, ze tacie coś dolega i właśnie do niego żółw miał się udać.

Placówka, w której pracował Donatello, a która zamieszkiwana była w większości przez mutanty klasy XXX jako jedno z najbezpieczniejszych schronień, zbudowana była przede wszystkim pod ziemią i dzięki temu mogła mieć rozwiniętą powierzchnię na naprawdę dużą skalę. Miała własne szklarnie, dostęp do świeżej wody i świetnie wyszkoloną armię. Jedynie przechodzenie z jednego końca placówki na drugi było bardzo męczące i długo trwało, jednak ta niedogodność dało się przeboleć. Syn Donatello, Evrick, był właśnie na treningu w "sali gimnastycznej", jak nazywali wszyscy dok treningowy. Jego ćwiczenia trwały dwie godziny, z czego jedna godzina polegała na uczeniu się od nauczycieli, a druga na wzajemnej rywalizacji. Gdy żółw dotrze na miejsce, powinny się skończyć. Zdążył jeszcze zajrzeć do kuchni, co jest w dzisiejszym menu i w końcu stanął w przebieralni. Nie spieszyło mu się, umiał czekać.

Po kilku minutach do przebieralni weszła grupa młodych chłopaków. Każdy z nich miał jakieś znaki mutacji, ale wszyscy mieli ogółem budowę człowieka. Jednym z mutantów był silnie zbudowany nastolatek. Miał cechy koszatniczki: okrągłe uszy, szynszylowaty pyszczek, długi ogon zakończony szczoteczką, a ciało pokryte było brązowym futerkiem. Wiele osób myliło go z myszą, do czego się przyzwyczaił i potrafił cierpliwie wyjaśnić różnice. Swoim charakterem szybko udowodnił, ze gryzoń również może być dobrym żołnierzem.

- Cześć, tato - przywitał się pogodnie z naukowcem.

- Cześć, Evy. Jak tam treningi? Dużo wam zadają?

- Nie jest źle... Teraz mamy łucznictwo i jednocześnie tworzenie łuków z przedmiotów dostępnych w terenie. Jak tak na to patrzeć to bardzo przydatne się to wydaje. Szczególnie jeśli utkniesz gdzieś na zewnątrz.

- Z tego, co wiem, przetrwanie na zewnątrz będziecie mieli na koniec roku, tuz przed egzaminami. Wiesz jak wyglądają egzaminy?

- Zostawiają nas na wyznaczonym terenie z małą ilością prowiantu i broni, wypuszczają zabezpieczone mutanty klasy XZ i mamy sobie poradzić przez pięć dni.

- Dokładnie. Myślałeś, jaką taktykę obierzesz?

- Tak, ale... wolę jej nie omawiać w towarzystwie. Porozmawiamy wieczorem, dobra?

- Jasne, to do wieczora.

Donatello postanowił jeszcze sprawdzić raporty sond w terenie. Zazwyczaj tego nie robił, ale tym razem nie miał lepszego zajęcia.

Pokój dowodzenia sondami znajdował się niedaleko sali gimnastycznej. Rekruci tam chodzili na zajęcia z sond. Mogli zbudować własne maszyny, spróbować nimi posterować, a ci zdolniejsi dostawali zaproszenie na dodatkowe praktyki. Z kolei dorośli odwiedzający ten pokój mogli liczyć na darmową kawę lub herbatę.

Naukowiec szybko przejrzał raporty. Nie zawierały nic nowego. Gdzieś znaleziono grupę obcych mutantów, nieco dalej na wschód odkryto źródło wody, niestety zanieczyszczonej, zaś po przeciwnej stronie od placówki znajdował się aktywny nadajnik radiowy. Przekaz nie był zbyt ciekawy. Jakieś stare programy informacyjne odtwarzające się w kolko.

Raporty były podobne od kilku lat. Żadnych zmian w klimacie, żadnych nowych grup mutantów klasy XXX, z którymi można by nawiązać kontakt. Na zewnątrz jedynie pustka pełna sztucznego życia. Niewiele zdrowych istot zostało i na pewno żadna w tej okolicy.

Donatello dawno się poddał, choć nikomu o tym nie mówił. Nie wierzył, ze znajdzie jakichkolwiek rozsądnych mutków. Ani tym bardziej swojej rodziny.

Wrócił do pokoi badawczych. W jednym z nich znajdował się materac, na którym sypiał, bo, jak mówił, wolał mieć wszystko pod kontrolą. Położył się, okrył kołdrą i zamknął oczy, czekając na kolejny niespokojny sen.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.